Archive for Marzec, 2013

Japońskie skarby narodowe

Każdy kraj ma coś, co uważa za swój skarb. Polacy mają Wawel, Brytyjczycy Stonehenge, Francuzi Luwr. Japonia również posiada obfitą kolekcję zarówno budowli jak i przedmiotów (zwojów, obrazów, sutr, prac kaligraficznych, rzeźb, mieczy samurajskich i innych), które uważane są za skarby narodowe i które można oglądać. Szacuje się, że około dwadzieścia procent skarbów to budowle – zamki, świątynie Buddystów, świątynie Shinto (zwane Jinja). Pozostałe osiemdziesiąt procent stanowią wymienione już rzeźby, miecze, zwoje i prace kaligraficzne, obrazy itd. Najstarsze przedmioty to garnki wykonane w okolicach okresu Jomon (okres od trzydziestu tysięcy lat przed naszą erą do trzystu lat przed naszą erą), stanowiące jedne z pierwszych egzemplarzy na świecie. Na liście zabytków i skarbów narodowych znaleźć można między innymi zamki Himeji, Matsumoto, Inuyama, Hikone wraz z otaczającymi ich strukturami wież strażniczych. Są też budowle mieszkalne powstałe w – lub przed – okresem Edo. Szczególnie interesujące są dokumenty, bo wiele z nich datuje się na okres około narodzin Chrystusa – mają ponad dwa tysiące lat! W wielu przypadkach staranność ich wykonania budzi podziw i szacunek jeszcze dziś, a same są ważnymi przykładami kaligrafii. Duża część wczesnych dokumentów zawiera fonetyczny alfabet, nie funkcjonujący już dziś.

Wielkie wodospady w Japonii

Niagara to najsłynniejszy wodospad na świecie. Amerykański gigant zachwyca i przyciąga turystów od lat. Być może niekoniecznie. Japonia ma w północnym Hokkaido wodospady w Shiretoko-hanto, będące częścią ostatniego niezbadanego obszaru tego pięknego kraju. Mimo, że miejsce to funkcjonuje jako park narodowy, a żyją tam kormorany i białe orły morskie, niewiele więcej można powiedzieć o tym miejscu. Shiteroko znane jest jako królestwo wodospadów i faktycznie, zwiedzając to miejsce w łódce (tylko tak można to robić!) spotkamy między innymi wodospad Kamuiwakkayu-no-taki z gorącą wodą i buchającą parą, Furepe-no-taki nazywany, ze względu na swoją czystość i piękno, Łzami dziewicy oraz wodospad Oshinkoshin-no-taki, płynący spokojnie wzdłuż drogi, po to by wpaść do morza. Poza wodospadami, w obszarze tym znajdziemy Shiretoko-Goko, system pięciu majestatycznych, cichych jezior otoczonych przez pięć lasów, zwanych pięcioma klejnotami. Wizyta tam trwa godzinę – krótko ze względu na tamowanie tłoku, by zapobiec zniszczeniom flory. W zimie dodatkowo można zobaczyć zamarznięte jeziora oraz rzeźby, jakie tworzą się przy okazji odprysków z wodospadów. Wizyta tam z pewnością zachwyci każdego amatora pięknych, spokojnych widoków, o których jak dotąd można było jedynie posłuchać w starych historiach czy zobaczyć w filmach o feudalnej Japonii.

Być jak Szogun

W latach osiemdziesiątych byłego wieku popularność zdobył w Polsce serial „Szogun” z Richardem Chamberlainem w roli głównej. Serial ten opowiadał o kapitanie statku, który rozbił się u brzegów Japonii i który stał się pionkiem w rozgrywkach dwóch aspirujących do tytułu szoguna osób. Dużą rolę w tym, że serial zdobył popularność stanowiły piękne scenografie. Teraz każdy, kto będzie w Japonii, może poczuć się trochę jak John Blackthorne. Historyczne zamki, w których najważniejsi ludzie w historii Japonii rządzili, podejmowali ważące o losach kraju decyzje, umierali, teraz jest na wyciągnięcie ręki. Matsumae to piękny przykład takiej budowli. Zamek ten, stojący od siedemnastego wieku, był jednym z centrów polityki, nauki, kultury i sztuki w ówczesnej Japonii. W jego okolicy znajdziemy również dziesięć tysięcy drzew wiśni, co dla niektórych jest synonimem tego kraju. Hirosaki to również ciekawe miejsce. Nie jest to sam zamek, a cały dwór, na którym odbywa się festiwal kwitnącej wiśni (są ludzie, którzy lecą do Japonii tylko po to, by tam wtedy być). Znaleźć tam też można zabytkowe kwatery samurajów. Kolejne ważnie miejsce to Pałac Imperialny w centrum Tokio. Jest to cały park z zamkiem otoczonym pięknymi drzewami i stawami, a to wszystko pośrodku najbardziej zindustrializowanego miasta.

Razem z innymi?

Japonia, mimo że nie jest wielka jak Francja czy Stany Zjednoczone, zapewnia wiele miejsc do zwiedzania. Prędzej (przed wyjazdem) czy później (w czasie jego trwania) pojawi się pytanie – dokąd iść. Nie sposób przemierzyć całego Tokio, odwiedzić Osakę, zobaczyć Sapporo i wszędzie, w każdym z tych miejsc spędzić wartościową ilość czasu podczas jednej wycieczki. Dlatego może warto zobaczyć, dokąd idą inni? Hokkaido to druga co do wielkości wyspa Japonii i najczęściej odwiedzany obiekt turystyczny. Przyczyną tego może być fakt, że dostaniemy się tam na przykład przy pomocy… podwodnej kolejki, tunelem Seikan. Na samej wyspie znajdziemy przede wszystkim park narodowy Shiretoko, który od roku dwa tysiące siódmego jest pod kuratelą UNESCO i jest uznany za obiekt o randze dziedzictwa światowego. Poza tym jest tam park Akan obfitujący w wulkany i jeziora czy park Rishiri-Rebun-Sarobetsu z glebami uformowanymi przez pył wulkaniczny. Park narodowy Shikotsu-Tōya również może okazać się ciekawy, szczególnie dla amatorów kąpieli. To w nim są najsłynniejsze w Japonii gorące źródła dostępne dla odwiedzających. Są też parki częściowo narodowe, takie jak np. Niseko-Shakotan-Otaru Kaigan, w którym możemy zobaczyć specjalne okazy kwitnących drzew wiśni. Ważne jest, by być tam latem – jest przyjemnie i nie za gorąco. Zimy są bardzo mroźne.

Przez Tokio spacerem

Wypożyczenie roweru to bardzo wygodne i przyjemne wyjście, by zwiedzić piękne Tokio. Jednak jazda rowerem nie jest dla każdego. Jednemu wadzi siodełko, drugi nie lubi pedałować, trzeci z kolei nie potrafi w ogóle jeździć. Co zrobić, kiedy chcemy tanio zwiedzić miasto, zatrzymując pieniądze na pamiątki, smakołyki i opłaty za pobyt? Iść pieszo! Trasy turystyczne w Tokio to jedno z jego największych zalet, ponieważ wystarczy czas tak krótki, jak trzy godziny wolnym krokiem, by zobaczyć największe zabytki i najważniejsze miejsca stolicy pięknej Japonii. Warto pamiętać, że trasa ta uwzględnia to, że nie chcemy wydawać wielkich sum, dlatego większość świątyń, muzeów, budynków i innych miejsc nie wymaga kupna biletu czy karnetu. Wiele miejsc na trasie można odwiedzić w nocy, co niejako podwaja możliwości zwiedzania miasta. Budynki mają specjalne okna, które potęgują wrażenia z oglądanego w nocy, z dwudziestego piętra, Tokio. Jedna z największych metropolii na świecie, na pewno najbardziej zaawansowana technologicznie i turystycznie, stoi otworem przed każdym! Do tego na trasie znajdziemy sporo miejsc pracy ludzi tam mieszkających, a to dlatego, że zahacza o dzielnicę industrialną. Widok fabryki produkującej sprzęt wysokiej klasy takich marek jak Sony czy Toshiba to niezapomniane przeżycie dla fanów technologii.

Tani transport miejski

Mieszkańcy dużych miast w Polsce znają to dobrze. W Warszawie można kupić jeden bilet i używać go w metrze, autobusie, tramwaju i pociągu. Kosztuje więcej, ale jest i wygodniejszy i – na dłuższą metę – tańszy, bo nie musimy sprawdzać przy każdym przystanku, czy wystarczy nam na autobus. Japończycy oferują podobne rozwiązanie. Jednodniowy bilet na metro (dla przykładu, w Tokio metro ma aż trzynaście linii, każda oznaczona alfabetycznie (japoński system znakowy rōmaji to latynizacja języka i pozwala na oznaczenia liter odpowiadające alfabetowi łacińskiemu – naszemu) i mająca osobny kolor. To bardzo wygodne, jeżeli planujemy zwiedzanie tego pięknego miejsca. Za około pięćdziesiąt złotych (niecałe tysiąc pięćset jenów) kupić można bilet obejmujący wszystkie środki transportu, co wydaje się być uczciwą ofertą, zważywszy na jego poziom. Japońskie pociągi mają opóźnienie na poziomie jednej czy dwóch sekund, a metro jeździ niesamowicie często. Jest też opcja dla tych, którzy chcą zatrzymywać się tam, gdzie im się podoba, a nie tam, gdzie stoi przystanek. Zatłoczone Tokio oferuje wypożyczenie roweru, co jest świetnym sposobem na powolne zwiedzenie tej przepięknej metropolii. Nie znając języka można się niestety łatwo zgubić, ale wiele osób uzna właśnie to za zaletę. W końcu prawdziwa przygoda to nie ta zaplanowana!

To co u nas – inaczej!

Przyzwyczajenia to coś, czego wyzbyć się niezwykle trudno. Nawyki żywieniowe są jednymi z najtrudniejszych do obejścia, choćby dlatego, że nasz organizm się do nich przyzwyczaja. Przy zmianie otoczenia to może być problem – niewielki i głównie „w głowie” – ale zawsze. Remedium na to możemy znaleźć również w egzotycznej Japonii. Chociaż – co naturalnie – nie bez ich naleciałości. Mowa tu o hamburgerach, spaghetti, pizzy czy nawet kotletach i innych „zachodnich” potrawach, bez których przybysz z „egzotycznej Europy” obejść się nie może (albo jest mu trudno). Restauracje w Japonii specjalizują się w kuchni amerykańskiej i europejskiej, jednak nie są takie same potrawy, jakie uśmiechnięci absolwenci komunikacji medialnej, socjologii i dziennikarstwa podają w McDonaldzie czy KFC. Wszystkie te potrawy mają naleciałości z rdzennej japońskiej kuchni, niektóre są nawet do tego stopnia „przerobione”, że zaledwie wyglądają jak ich oryginalne odpowiedniki. Nie zawsze jest to wada. Specyficzne pomysły japońskich mistrzów gotowania nierzadko sprawdzają się idealnie i są dużo lepsze, niż nudny cheeseburger z frytkami podawany na plastikowej tacce. Są jednak miejsca, gdzie można zażyczyć sobie dokładnej kopii jankeskiego burgera z tłustym mięsem, cebulą, serem żółtym i pomidorem – i taką otrzymamy.

Żadnego fast-food’u

Hamburgery, cheeseburgery czy frytki w Japonii są tym, czym dla nas sushi – novum. Chociaż cieszą się popularnością w niektórych kręgach, tradycyjna kuchnia wygrywa w wyścigu ze światowymi trendami fast-foodowymi. Dlatego będąc w Japonii, musimy uzbroić się w świadomość, że Wieśmak, Cheeseburgery, Big Mac, frytki i duża cola zostały w domu. Zamiast tego warto przemóc się i spróbować interesujących i nierzadko wyjątkowych potraw serwowanych przez tamtejszych mistrzów gastronomii. Na szczęście mieszkańcy tamtego regionu wiedzą, że są turystyczną atrakcją. Dlatego wychodzą naprzeciw na przykład osobom, które ich języka nie znają. Dostępne są tzw. obrazkowe menu, czyli – widzimy, co zamawiamy i co tam znajdziemy. Wystarczy wtedy wskazać palcem kelnerowi czy pracownikowi wybrane zdjęcie, a oni przyniosą potrawę. W Japonii również istnieje coś na wzór naszych budek z hot-dogami. Nie jest to jednak fast-food w pełnym tego słowa znaczeniu, choćby dlatego, że jedzenie otrzymujemy w miseczce. Ich zalety to zdecydowanie dostępność (okolice skupisk ruchu jak stacje metra czy przystanki autobusowe czy specjalnie wydzielone obszary, na których są jedynie takie budki) i cena. Niespełna trzysta jenów to równowartość naszych dziesięciu złotych. A dostajemy za to całkiem sporo (kluseczki, mięso, różne sosy do wyboru).

Co komu po hotelach!

Jadąc do Niemiec, Francji, Stanów Zjednoczonych czy Wielkiej Brytanii, automatycznie planujemy pobyt w hotelu. W zależności od zasobności portfela, są to albo wielogwiazdkowe marki typu Hilton, albo nieduże, ale jednak zachowujące hotelarskie standardy placówki. Wybierając się do Japonii, warto mieć na uwadze, że tam budowle z betonu to nie jedyna opcja. Mimo że Japończycy mają bardzo rozwinięte hotelarstwo i dbają o każdego gościa, jak o dygnitarza, jeszcze do niedawna większość z mieszkańców tej niewielkiej wyspy sypiała w niewielkich domkach ulokowanych z dala od cywilizacji. Decydując się na pobyt w takim miejscu, należy mieć na uwadze, że to jedno z najbardziej interesujących doświadczeń dla turysty. Ręczne rzeźbienia wszystkich elementów, przesuwane, cienkie drzwi, ściany z grubszego papieru, brak krzeseł czy łóżek, stoły o wysokości niskich taboretów, posłania na miękkim materiale bez poduszek. Może to brzmieć (i pewnie dla niektórych brzmi aż za mocno) jak warunki iście spartańskie, bardziej pasujące do obozu survivalowego niż wyjazdu wypoczynkowo-poznawczego, ale nic bardziej mylnego! Mieszkańcy Japonii nie są w stanie nachwalić się dobrych stron takiego życia, od czystej wygody do nauki pokory i harmonii z otoczeniem. Warto pamiętać, że Japończycy nie będą mieli za złe, jeżeli nie damy rady i ugniemy się, wyjmując poduszkę czy coś w tym rodzaju.

Coś dla fanów niecodziennej muzyki

Japonia dla mieszkańców Europy, Ameryki Północnej i Południowej czy Australii wydaje się być krainą dziwną, z wieloma zwyczajami i hermetyczną sztuką i językiem. Taki wizerunek mieszkańcy tej wyjątkowej wyspy zapewnili sobie sami – i to może nawet było zamierzone, po prostu – tak czują i tak chcą żyć. Jedną z bardziej ekstremalnych form wyrażania siebie Japończycy znaleźli w niszowej muzyce, czyli gatunku „noise”. Zainspirowany niemieckimi i włoskimi futurystami i artystami awangardowymi, stał się niemalże ikoną japońskiej sztuki alternatywnej, reprezentowanej przez setki muzyków i zespołów. Największą popularność noise zdobył w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych zeszłego wieku. Używano wówczas takich „instrumentów” jak blachy, wiertarki, kosze z supermarketów, różnego rodzaju mechanizmy, pompy wodne. Co bardziej ekstremalni (jak na przykład ikoniczny muzyk Yamataka Eye) potrafili ryzykować własne zdrowie, by zaimponować i tworzyć coś unikalnego. Przywiązanie sobie do nogi działającej piły mechanicznej czy zdemolowanie sceny wózkiem widłowym to tylko wierzchołek jego udokumentowanych dokonań. Nic więc dziwnego, że do dnia dzisiejszego turyści z wszystkich regionów Ziemi przybywają do Japonii, by zwiedzać undergroundowe kluby, w których jeszcze dziś można spotkać artystów tworzących sztukę i dźwięki z hałasu.